poniedziałek, 4 lipca 2016

CZAS PĘDZI NIEUBŁAGANIE

Czasem wydaje mi się, że czas pędzi szybciej niż to było kilka lat wstecz. Byc może rzeczywiście tak jest ale naukowcy odkryja to dopiero za kilkaset lat...Fakt jest taki, że ja stwierdzam to już teraz przynajmniej indywidualnie dla mojej osoby. Nie nadążam z niczym. Kiedy wydaje mi się, że już,już się wyrabiam to znowu pojawia się jakaś nowa robota. Tyle mam planów, tyle inspiracji...A propos inspiracji. Ostatnio każdą z nielicznych wolnych chwil spędzam na IG, i to właśnie tam wrzucę czasem jakąś fotkę z szarej codzienności. Oprócz tego jednak buszuje po profilach i czerpię pełnymi garściami pomysły, inspiracje i przede wszystkim ZACHWYCAM SIĘ tym co potraficie tworzyć.
Ja ostatnimi czasy niewiele robię ponieważ lato temu u mnie nie sprzyja. Dzień wypełniony po brzegi robotą w ogrodzie której nigdy nie ubywa. Czasem nawet zdaje się że im więcej poświęcam czasu na ogród tym więcej on ode mnie wymaga:)
Do kompletu poprzednia różową poduchą powstała jeszcze jedna w tym kolorze oraz dwie białe.



Bazylowi jak widac podoba się spanko pod osłoną altany a do tego wśród takich poduch...
Białe poduch na chwilę obecną mieszkają w salonie choć pewnie zagoszczą również w altanie.





A poniższa fotka to dowód na to, że Bazyl jest wszędzie..


Zbiory lawendy z aż jednego krzaka już zakończone. Andzia pozcinała i powiązała w pęczki a teraz lawenda schnie i czeka na swoje miejsce:)










A jeśli już mowa o kwiatkach to kocham je w każdym wydaniu. Przywożę nawet z wycieczek rowerowych...
Ostatnio napotkana sąsiadka spytała
"I co ty z tym będziesz robić?
Do wazonów wstawię..."
Dziwnie na mnie popatrzyła:)
Czasem to co piękno dostrzegalne  przez jednych  dla innych  nie ma żadnych estetycznych walorów:(((



No i tymi kwiatkami żegnam się z Wami do następnego razu. Mam nadzieję, że przerwa tym razem będzie krótsza niż ostatnio:)                      

poniedziałek, 30 maja 2016

MAJOWE ROZTERKI

Cudowny miesiąc zachęca do przebywania w ogrodzie, do delektowania się kolorami kwiatów, śpiewem ptaków, promieniami słońca...Każdy kto posiada ogród wie, ile zarazem pracy jest właśnie w tym sezonie. Kto dodatkowo ma jeszcze inne pasje tak jak ja nie bardzo wie jak podzielić czas i co wybrać. I tak u mnie niestety w odstawkę idzie blogowanie i robótkowanie. Aktywnie pieląc, podlewając, aranżując coraz to nowego w ogrodzie spędzam czas w tygodniu, niedziela zaś to czas na nadrobienie zaległości w prasie i leżaczek. U mnie tak się złożyło że już kilka świąt z rzędu szykuję leżak i stertę nagromadzonych w tygodniu gazet i...przyjeżdżają goście. Też fajnie, a sterta rośnie...
Ostatnio odkryłam gazetkę "Weranda county". Kapitalne pismo szczerze polecam:))




Planując tegoroczny wystrój altany zrezygnowałam z ubiegłorocznego zamysłu na styl marynistyczny (może w sierpniu:))) na rzecz słodkiego biało-różowego aranżu. I to właśnie z myślą o altanie zamówiłam sznurek bawełniany i zaczęłam tworzyć poszewki na poduchy. Zaczęłam to słowo jak najbardziej odpowiednie ponieważ powstała jedna poszewka i marny początek drugiej na którą czasu wciąż brak:(((




Na zdjęciach widać też podusię która powstała w czasie oczekiwania na sznurek. zapasów włóczki wszelakiej mam sporo ale zazwyczaj jest to to jeden, no góra dwa motki czyli w sam raz na takie małe projekty:)



Na koniec dzisiejszego wpisu chciałam się pochwalić moją ostatnią zdobyczą. Decha- tacka :)) kupiłam ją na jarmarku rękodzieła. Sprzedawca- Twórca miał mnóstwo przedmiotów ze starego drewna z różnymi retro dodatkami, stare deski przerobione na wieszaki, świeczniki, lustra...Raj dla takich ludzi jak ja:)))
A oto mój nabytek. Muszę przyznać, że gdybym była bogatsza to wykupiłabym połowę tego stoiska ale stać mnie było tylko albo aż na tą dechę. Nawiasem MÓJ stwierdził, że w życiu by tyle nie dał za kawałek starej deski:)))








I jeszcze fotki(marne ale są) cudownego stoiska tego twórcy. Zawsze kiedy robię zdjęcia stoiskom z rękodziełem martwię się czy nie zostanę posądzona o nieczyste intencje, a ja chce po prostu pokazać to innym, pozachwycać się raz jeszcze, wrzucić na bloga dla Wielu...




Do następnego...:)

środa, 11 maja 2016

ŁAPACZE SNÓW

Pogoda u nas przecudna, co zachęca do prac w ogrodzie. Niestety ostatnie ogrodowe poczynania nie należą do najprzyjemniejszy. Razem z mężem czyścimy i malujemy altankę. Jedyne co mobilizuje mnie do tej pracy to fakt, że na kilka lat znów będzie spokój:)
Czasem uda mi się sięgnąć wieczorem po szydełko ale zawsze mam dylemat czy to właśnie je wybrać czy kilka stron książki:( Kiedy wygrywa to pierwsze to albo powstaje kolejny element serwety albo fragment poduszki albo jak w tym przypadku łapacze.
Dzisiaj pokazuje dwa kolejne, tym razem z dodatkiem różowego:)








Zapraszam również serdecznie na mojego drugiego bloga. Wczorajszy wpis poświęcony tulipanom:)

niedziela, 1 maja 2016

MAJÓWKA

Niby słonecznie a jednak zimno. O siedzeniu na tarasie i grilowaniu nawet mowy nie ma. Spacer tak, ale w kurtce bądź ciepłym sweterku.
Plany wyjazdowe na majówkę też wzięły w łeb, ponieważ MÓJ jak zwykle ma mnóstwo pracy, a na jeden dzień to nie bardzo się opłaci wyjechać. Dzisiaj po raz kolejny byliśmy na targu staroci. Lubię te targi, choć ostatnio widzę, że dość często ceny są aż nadto wygórowane. Dzisiaj kupiłam kilka drobiazgów, ot takie bibeloty do domu i dekoracji. Kupiłam też dwa nowe lampiony. Zakochana w nich byłam od dawna i zawsze kiedy byłam na tym targu przechodziłam obok i zastanawiałam się "kupić czy nie?" Dzisiaj byłam z moją córką, a ona jak je zobaczyła mówi "mamuś bierz!!!!" No i kupiłam:)




Tydzień temu kupiłam na targu radio retro z myślą o dekoracji mojej "pracowni". Jaką miałam niespodziankę, kiedy po powrocie do domu okazało się, że radio działa:)
A jeśli chodzi o pracownię, to chyba zwariowałam. Wciąż planuję, co tam ustawię, jak urządzę i już jak widać skupuję do niej "graty". MÓJ stwierdził dziś, że jeśli miałabym wstawić tam wszystko co planuje, to musiałabym przeznaczyć na nią cały budynek a nie tylko jedno kilkunastometrowe pomieszczenie. No cóż, nie mogę się oprzeć.
Tymczasem w domku powstaje od dawna planowana, duża serweta na stół. Kilka elementów już jest, a finał planowany na koniec remontu naszego domu. Nadmienić tu muszę , że początek remontu planowany jest na wakacje roku następnego, ha ha :)))


W ciągu ostatnich kilku dni wieczorami dłubie łapacze snów, ale na finał trzeba jeszcze poczekać.
Długo mi z nimi schodzi ponieważ sezon wiosenny to raczej ogród a nie robótki. Ja jestem w dodatku z tych osób, które wymyślają sobie roboty i w czasie kiedy inni zasiedli by przed telewizorem w celu relaksiku , ja mam milion innych zajęć które TRZEBA ZROBIĆ JUŻ. Znacie to?
Bardzo późnymi wieczorami natomiast sięgam po książki. Zarywam tym samym pół nocy, by później spać do południa i być na siebie wściekłą za zmarnowanie całego ranka na sen.

Ostatnio przeczytane dwie książki są zupełnie od siebie różne, choć obie z pozytywnym przesłaniem.
 Każda z nich jest w mojej ocenie ustawiona na najwyższej półce i warta przeczytania.
Pesymiści weźcie  do ręki książkę ks. Kaczkowskiego i przekonajcie się że życie może mieć sens nawet kiedy wciąż jest pod górkę. Dzięki Księdzu można nauczyć się postrzegać świat w kolorach.





"Awaria małżeńska" to kapitalna komedia. Polecam ją każdej kobiecie której wydaje się, że jest niezastąpiona jako matka czy pani domu. Mężczyźni też potrafią, oj potrafią:)))))
A tak nawiasem to powinni te pozycje przeczytaj właśnie panowie:)))



















poniedziałek, 18 kwietnia 2016

ZAWSZE WIOSNĄ

Wczesną wiosną ogród i prace przed domem pochłaniają większość mojego czasu.
Robótki idą w odstawkę, książki też i choć zarzekam się, że wieczorem usiądę do komputera by napisać słów kilka to jednak lenistwo zawsze bierze górę i zazwyczaj kończy się jedynie odwiedzinami na Waszych blogach.
Dziś mimo późnej pory zmobilizowałam się i ...tadam!!!!!Jestem:)
Ostatnio z robótkowych tematów to mogę wspomnieć, że próbuję coś z dawno zakupionego sznurka.
Na IG widziałam fajne poduchy i nawet zaczęłam taką robić ale nie mam pojęcia czy to w rzeczywistości będzie dobrze wyglądać i czy nie będzie za sztywna. Już nawet pomyślałam o kupieniu takiej ale może kiedyś uda mi się w końcu zrobić...
A to moje próby


Klientka zamówiła też u mnie łapacz snów a że ma ona kontakt z wieloma ludźmi to już za jej pośrednictwem  poprzednie się  sprzedały i teraz powstały kolejne





A dziś w ogrodzie gdzie spędziłam prawie cały dzień powstały takie oto drabinki






I w świetle zachodzącego słońca




Czy Wy tez uważacie, że zdjęcia o tej porze dnia mają w sobie to"coś"?




No i na koniec coś co z pewnością nie jest godne pokazania ale jest to początek czegoś o czym od dawna marzę. Pracownia!!!No może zbyt szumnie to brzmi ale to małe pomieszczenie w budynku gospodarczym który kiedyś był szopką później chlewnia jeszcze później rowerownią i pomieszczeniem dla kotów a teraz zaczyna być moim azylem.


I choć pewnie trudno Wam sobie to wyobrazić to ja już widzę tam moje starą szafę po babci, maszynę do szycia w drewnianej szafce i stary adapter który mój mąż przytargał z jakiejś  rozbiórki...
A zdjęcie? Ot, dla potomnych...
Wiem, że realizacja tego marzenia nie nastąpi szybko ponieważ powstaje ono jedynie przy okazji innego wysokonakładowego (niestety  ) projektu a mianowicie zmiany dachu na całym budynku. Fakt jednak jest taki, że pomieszczenie to, to już nie chlewnia lecz moja pracownia, o!!!!

Inne posty

Related Posts with Thumbnails